Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2018

Mały biały domek i pięć brzóz

Obraz
Ostatnio  z pomocą wnuczki przerzuciłam zdjęcia z płyt na pendrajwa (chyba tak to się wymawia?) bo ponoć płyty to przeżytek. Przy okazji zrobiłam przegląd bo było tego ok. tysiąca. Połowę usunęłam jako niewarte zaśmiecania. To zdjęcie zatrzymałam, bo mam do niego stosunek sentymentalny. A dlaczego, o tym tekst który napisałam w maju 2016 r. na blogu który przeniosłam z  Blog.pl. (aktualnie:https://margo163.wordpress.com -Wczoraj-dziś-jutro). To miejsce już zniknęło z krajobrazu naszego osiedla i o tym będzie następny wpis.

            Poniższy tekst został przeniesiony metodą kopiuj - wklej (to mi chyba wolno?)


        Dawno, dawno temu, gdzieś tak pod koniec lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku na skraju miasta w szczerym polu powstało osiedle składające się z kilkudziesięciu bloków dla kilku tysięcy mieszkańców. położone malowniczo u podnóża niewysokiej góry pokrytej lasem i jednocześnie z widokami  na okoliczne zalesione pagórki znajdujące się w zasięgu kilku kilom…

Ech wiosna, wiosna gdzieżeś ty.............

Obraz
Prawdziwa zima w tym roku zjawiła się późno. Tak naprawdę ze śniegiem i mrozami przyszła jakieś dwa tygodnie temu. Przynajmniej w moim regionie. Tylko dwa tygodnie i już wszyscy mamy jej dość. Co za złośliwa pora roku. W grudniu i styczniu pozwoliła wypuścić krzewom pąki po to, żeby je teraz wymrozić. W dodatku ma się wrażenie, że zamiast powoli odpuszczać to ona zaczyna się rozkręcać z tymi mrozami. Zerknęłam w prognozę dwutygodniową i wygląda na to, że jeśli się sprawdzi, to jeszcze najbliższy tydzień da nam popalić. A potem już zacznie się ocieplać. Oby.


                                   Nasz parafialny kościółek pod lasem w zimowej szacie
                                            Trochę krzywo stoi ale to tylko na zdjęciu.
                                        Pobielony śniegiem krzak jaśminu pod moim blokiem.
                    Nie mogę się doczekać kiedy zrobię mu zdjęcie gdy będzie obsypany kwiatami     

                          Nagie oszronione drzewa na tle …

Krótka migawka z mojego okna w kuchni

Są osoby które uwielbiają godzinami przesiadywać przy oknie i obserwować życie toczące się na zewnątrz. Zwłaszcza jak się mieszka na parterze to pole widzenia jest duże. Jest potem o czym pogadać ze znajomą spotkaną na osiedlu. O Kowalskiej, co to za stara na mini (i ten czerwony podgolony łeb - pani(!) kto to widział w tym wieku!!!). Czy o tej Małej Czarnej z parteru. Żeby pani widziała jakim samochodem dziś ją gość podrzucił! I to nie pierwszy raz. Ciekawe kto to był? A ludzie mówią, że ona tych gości to zmienia jak rękawiczki i że nie za darmo..........
                 Ja też trochę czasu spędzam przy oknie w kuchni. Z konieczności. Kuchnia wąziutka. Okno w krótkiej ścianie, a pod oknem blat roboczy na którym przygotowuje się posiłki. Chcąc nie chcąc więc, krojąc, siekając, mieszając, itp. zerkam przez okno.
Dziś robiłam kruche ciasto na szarlotkę i gdy minęło ryzyko utraty palców na pierwszym etapie (posiekanie nożem masła z mąką), już na kolejnym, czyli przy za…

Figa i Stefan

Obraz
Dziś Światowy Dzień Kota, a więc kocie święto. A czy koty o tym wiedzą? Szczególnie te bezpańskie których nikt nie chce? Na moim osiedlu dawniej koty mogły mieszkać w piwnicach bloków. Były wybite w betonowych ścianach piwnic małe okienka którymi koty wchodziły do środka. Od kilku lat to się zmieniło. Okienka zamurowano, koty wyrzucono na ulicę i nawet zimą ludzie nie chcą wpuszczać kotów na klatkę schodową (bo smród i zarazki). Nie mają więc nasze osiedlowe kotki lekko. Szczególnie zimą. Im święto nie w łebku. Walczą o przetrwanie żywiąc się po śmietnikach i szukając ciepła pod samochodami które nagrzane zjechały właśnie na parking. Byle do wiosny.
            Bardzo lubię koty i strasznie mi ich żal, ale przecież wszystkich nie przygarnę do mieszkania w bloku. Mam zresztą dwa. A oto one:                        Figa to dziesięcioletnia kociczka przyniesiona przez męża z piwnicy w czasach, gdy koty jeszcze tam mieszkały. Miała kilka miesięcy i bardzo chciała mieć swój dom …

"Ch...wa Pani Domu........", czyli wrzuć na luz.

Dopiero co popełniłam tekścik o moich problemach z utrzymaniem porządku w mieszkaniu, a tu czytam dzisiaj, że ten problem ma całkiem pokaźna rzesza Polek. Ponad siedemset tysięcy osób lubiących fanpejdż (taka pisownia w artykule) "Ch..wa Pani Domu, czyli jak nie być dobrą gospodynią" to całkiem sporo. Wpadłam tam nawet na chwilę i szybciutko przeleciałam po wpisach żeby mieć obraz sytuacji, boć wiadomo,że do artykułu wybiera się te najbardziej "smakowite kąski".   W sumie spoko strona. Nie podobają mi się wulgaryzmy (z tytułowym włącznie), ale cóż - różnica pokoleń. Fajne jest to, że ludzie akceptują siebie takimi jacy są i podchodzą do swoich wpadek z humorem i na luzie. W końcu nie każdy musi i chce być Perfekcyjną Panią Domu.

Walentynki

Dziś Święto Zakochanych. Choć do nas zawitało stosunkowo późno (lata dziewięćdziesiąte), to jak wyczytałam w Wikipedii w Europie zachodniej i południowej tradycja ta sięga średniowiecza.
        W tym dniu tysiące kochających z wzajemnością wzmacniają deklaracje miłosne kwiatami, prezencikami i innymi niespodziankami mającymi spotęgować wyjątkowość tego dnia.
I to jest bardzo fajne. Kibicuję im. Życzę każdej zakochanej parze aby ich uczucie trwało wiecznie i nigdy nie osłabło.
       Mnie to już nie dotyczy. Moje serce śpi i niech tak zostanie. Mówią że zakochać można się w każdym wieku, ale ja wolę stan obecny - czyli święty spokój. Bez emocji, drżenia serca i motyli w brzuchu. Przeżyłam w młodości wielką miłość. Trwała krótko, bardzo krótko. Okupiłam ją ogromnym cierpieniem. Oj, bolało bardzo długo.
      Po tych kilkudziesięciu latach myślę sobie, że pomimo wszystko spotkało mnie w życiu coś wyjątkowego, bo nie każdemu w życiu jest dane zakochać się tak intensywni…

Bałaganiara

Bałaganiara to ja. Taka się urodziłam i nic na to nie poradzę. Wierzcie mi. To jest naprawdę cecha wrodzona. Tak mam od zawsze. Jak daleko sięga moja pamięć, czyli od wczesnego dzieciństwa. Mama pedantka. Siostra wręcz chorobliwa pedantka (wszystko w idealnym porządeczku). A ja się mamusi pod tym względem nie udałam. W dzieciństwie nieźle obrywałam od mamy (od siostry zresztą też) za to, że wolałam czytać książki zamiast układać rzeczy w szafach, szafkach i szafeczkach.

Gdy obie z siostrą wyszłyśmy z domu, to przynajmniej ją miałam z głowy bo zamieszkała daleko. Mama nadal usiłowała mnie "wychowywać" choć założyłam własną rodzinę i miałam własny dom. Miała mnie pod ręką bo mieszkałyśmy w jednym mieście. Bywało, że przychodziła niespodziewanie, a ja słysząc w drzwiach jej "dzień dobry" łapałam co było najbliżej (ścierkę czy szczotkę) i z tym rekwizytem biegłam się z nią przywitać. Żeby widziała że właśnie sprzątam. Mamcia po przywitaniu się ze mną zac…

Jak ten czas zasuwa..........

Wydawało by się jakby dopiero kilka dni temu zaczął się nowy rok, a tu już prawie połowa lutego. Wielkimi krokami zbliżają się ostatki. Wczoraj tłusty czwartek. Dzień obżarstwa pączkami.

              Nie znam takich którzy w tym dniu nie pozwolili by sobie na zjedzenie chociaż jednego. Rekordziści potrafią wsunąć nawet kilkanaście. Co na to wątroba? Moja jednorazowo zgadza się na góra trzy sztuki. I to takie domowej roboty. Bo ja ten jeden raz w roku robię pączki sama. Mam sprawdzony przepis z takiej starej  książki o wypiekach z początku lat 70-tych ub. wieku i trzymam się go rokrocznie. Zawsze wychodzą pyszne. Puszyste, leciuteńkie, z kwaskowym nadzieniem z powideł śliwkowych o lekkim aromacie różanym. Rodzina i znajomi są zachwyceni. Te ze sklepu się do nich nie umywają. Taki domowy pączek porządnie zrobiony jest porównywalny cenowo (jeśli chodzi o produkty - nie liczę wkładu pracy) do tych ze sklepu, ale warto było poświęcić te kilka godzin żeby usłyszeć te hymny p…

Mika

Obraz
Mika to jamniczka. Dostałam ją w lutym piętnaście lat temu jako dwumiesięczne szczenię. Była tak malutka, że mieściła mi się w dłoniach. Mój pierwszy piesek odszedł dwa lata wcześniej i nie miałam w planach posiadania następnego. Gdy jednak ją zobaczyłam i w dodatku dowiedziałam się że nikt jej nie chce i musi iść do schroniska nie wahałam się ani chwili. I tak mieszkamy sobie razem dając sobie nawzajem miłość.
            Jak długo jeszcze? Coraz częściej zadaję sobie to pytanie i martwię się. Bo moja psinka w tej chwili starzeje się w przyspieszonym tempie. Pogorszył jej się wzrok i słuch. Przybywa dolegliwości fizycznych. Zmieniło się jej zachowanie. Jest taka smutna. Ogonek dawniej ruchliwy i sterczący do góry jak antenka chowa teraz pod siebie jakby się ciągle czegoś bała. Zrobiła się niespokojna. Kręci się za mną po mieszkaniu (musi mnie mieć w zasięgu wzroku) i upomina się o ciągłe zainteresowanie.  Gdy wychodzę z domu, ponoć cały czas skomli i szczeka.
Dawniej …

I co z tą zimą?

Obraz
Tegoroczna zima żałuje nam śniegu. Raptem kilka dni.A poza tym szaro, buro i ponuro. Szara ziemia, szare niebo i szare bloki na moim osiedlu.







              Czyż nie piękniejszy byłby świat, gdyby te szarości przykrył biały puch?


















            W naszym regionie coraz bliżej do ferii. Czy dzieciaki będą jeszcze miały okazję w tym roku wyciągnąć sanki?

















              Moja psinka też uwielbiała brykać w śniegu.




















            Nawet róża zdezorientowana anomaliami pogodowymi postanowiła zakwitnąć na Boże Narodzenie. A może pozazdrościła gwieździe betlejemskiej (poisencji)?

Zdjęcie tego pięknego pąka zrobiłam 24.12.2017 r.